Budz�c si�, Gelle-Klara Moynlin przekona�a si�, �e �yje, cho� przedtem by�a ca�kowicie przekonana o swojej �mierci. Znajdowa�a si� w statku badawczym Heech�w. Z wygl�du by�a to uzbrojona Pi�tka, ale nie ta, kt�r� zapami�ta�a jako ostatnie wspomnienie.
To, co sobie przypomnia�a, to by� chaos, przera�enie, b�l i zgroza. Pami�ta�a to doskonale. We wspomnieniach nie by�o jednak smuk�ego, ciemnego, zmarszczonego m�czyzny, kt�ry nie mia� na sobie niczego poza stringami i szalikiem. Nie by�o tam r�wnie� dziwnej m�odej blondynki, kt�ra wyp�akiwa�a sobie oczy. W ostatnich wspomnieniach Klary byli ludzie, ale� tak! Wrzeszcz�cy, kln�cy i sikaj�cy w spodnie, bo zbli�yli si� do granicy Schwarzschilda otaczaj�c�, czarna, dziur�.
Ale tych ludzi w�r�d nich nie by�o.
Dziewczyna pochyla�a si� nad ni� troskliwie.
- Dobrze si� czujesz, z�otko? Kiepsko z tob� by�o, naprawd�. - Ta informacja nie zawiera�a dla Klary �adnej sensacji. Wiedzia�a, �e by�o z ni� kiepsko. - Obudzi�a si� - krzykn�a dziewczyna odwracaj�c g�ow�.
M�czyzna podszed� i pochyli� si�, odpychaj�c dziewczyn�. Nie traci� czasu na dopytywanie si� o jej zdrowie.
- Nazwisko! Orbita i numer misji, szybko! - Kiedy mu powiedzia�a, nie przyj�� odpowiedzi do wiadomo�ci. Po prostu znik�, a m�oda blondynka powr�ci�a.
- Mam na imi� Dolly. Przepraszam, �e wygl�dam jak wrak cz�owieka, ale serio, wystraszy�am si� na �mier�. Dobrze si� czujesz? By�a� w kiepskim stanie, a nie mamy tu zbyt dobrego programu medycznego.
Klara usiad�a i stwierdzi�a, �e owszem, by�a w kiepskim stanie. Bola�a j� ka�da cz�� cia�a, pocz�wszy
od g�owy i tu mia�a wra�enie, �e jej g�ow� uderzono o co�. Rozejrza�a si� dooko�a. Nigdy jeszcze nie by�a w statku tak wype�nionym narz�dziami i zabawkami, ani w takim, kt�ry pachnia�by tak przyjemnie jedzeniem.
- Powiedz, gdzie ja jestem? - spyta�a.
- Jeste� w jego statku - wskazuj�cy gest. - Nazywa si� Wan. On tak sobie w�druje i zagl�da do czarnych dziur. - Dolly wygl�da�a, jakby zn�w mia�a si� rozp�aka�, ale potar�a nos i m�wi�a dalej: - I s�uchaj, z�otko, przykro mi, ale wszyscy ludzie, z kt�rymi by�a�, zgin�li. Ty jedyna ocala�a�.
Klara wci�gn�a gwa�townie powietrze.
- Wszyscy? Robin te�?
- Nie wiem, jak si� nazywali - odpar�a przepraszaj�co dziewczyna. Nie by�a zaskoczona, kiedy jej niespodziewany go�� odwr�ci� posiniaczon� twarz do �ciany i zacz�� szlocha�. Po drugiej stronie pokoju Wan powarkiwa� niecierpliwie na obie kobiety. Obchodzi�y go tylko jego sprawy. Nie wiedzia�, jaki skarb odzyska� i jak bardzo ten odzyskany skarb skomplikowa� moje �ycie.
Jest bowiem prawd�, �e po�lubi�em moj� kochan� �on�, Essie, nie pogodziwszy si� ze strat� Klary Moynlin. A przynajmniej sta�o si� to pod wp�ywem uczucia, jakie pojawi�o si�, gdy zrzuci�em z siebie poczucie winy - a przynajmniej jego wi�kszo�� - jakie odczuwa�em po utracie Klary.
Nie pozna�em Gelle-Klary Moynlin przed jej wypadkiem z czarn� dziur�. Robin nie m�g� sobie wtedy pozwoli� na tak zaawansowany system do wyszukiwania danych jak ja. Niew�tpliwie jednak wiele wtedy o niej us�ysza�em od Robina. G��wnie musia�em wys�uchiwa�, jak bardzo czuje si� winny z powodu jej �mierci. Ta dw�jka oraz paru innych, uda�a si� na misj� zorganizowan� przez Korporacj� Gateway w celu zbadania czarnej dziury; wi�kszo�� ich statk�w zosta�o schwytanych przez pole grawitacyjne; Robin zdo�a� uciec.
Gdy wreszcie si� dowiedzia�em, �e Klara zn�w �yje, dozna�em szoku. Ale nic - zupe�nie nic - nie mog�o si� r�wna� z szokiem, jakiego dozna�a Klara! Nawet teraz
i w tych okoliczno�ciach nie mog� opanowa� uczucia, kt�re mog� jedynie nazwa�, jak�e niew�a�ciwie, b�lem fizycznym, gdy pomy�l� o mojej niegdysiejszej ukochanej Klarze, jak to spostrzeg�a, �e powr�ci�a z martwych. Nie tylko dlatego, �e by�a tym, kim by�a ani kim by�a dla mnie. Zas�ugiwa�a na czyjekolwiek wsp�czucie. Schwytana w pu�apk�, przera�ona, ranna, pewna, �e umrze - a chwil� p�niej cudownie ocalona. Bo�e, miej lito�� nad t� biedn� kobiet�! Przez wi�kszo�� czasu by�a p�przytomna, gdy� jej cia�o zosta�o powa�nie poturbowane. Kiedy odzyska�a przytomno��, nie by�a pewna, czy jest przytomna. Czu�a mrowienie, wnikanie ciep�ego p�ynu i szumienie w uszach, domy�la�a si�, �e aplikuj� jej olbrzymie ilo�ci �rodk�w przeciwb�lowych. Ale i tak odczuwa�a wielki b�l. Nie tylko cielesny. Kiedy odzyska�a przytomno��, r�wnie dobrze mog�a pomy�le�, �e ma halucynacje, o ile mog�a stwierdzi�, bo socjopata Wan i zdemoralizowana Dolly nie byli osobami, do kt�rych si� lgn�o. Gdy zobaczy�a, jak Wan rozmawia z maszyn� i zapyta�a Dolly, co on takiego robi, nie by�a w stanie wydoby� wiele sensu z jej odpowiedzi:
- Och, to s� jego Zmarli. Zaprogramowa� ich zapisami wszystkich misji i teraz wypytuje ich o ciebie.
Oczywi�cie nie by�o �adnych logicznych powod�w, �eby czu� si� winnym. Co wi�cej, Gelle-Klara Moynlin, cho� by�a normalnie funkcjonuj�c� ludzk� samic�, nie by�a w �aden spos�b niezast�piona - w istocie Robin zast�pi� j� szybko ca�ym szeregiem innych samic, by wreszcie wst�pi� w d�ugoterminowe wi�zy z S. Ja. Laworown�, kt�ra by�a nie tylko kompetentn� ludzk� samic�, ale tak�e mnie zaprojektowa�a. I cho� posiadam znakomite modele ludzkich pop�d�w i motyw�w, s� takie rodzaje ludzkich zachowa�, kt�rych nigdy nie zrozumiem.
Czy mog�o to jednak cokolwiek znaczy� dla kogo�, kto nigdy nie s�ysza� o Zmar�ych? Jak si� mog�a poczu�, gdy cienki, niepewny g�osik z g�o�nika przem�wi� do niej?
- ... nie, Wan, w tej misji nie by�o nikogo nazwiskiem Schmitz. Na �adnym ze statk�w. Rozumiesz, w tej misji bra�y udzia� dwa statki, i...
- Nie obchodzi mnie, ile tam by�o statk�w! G�os ucich�. Potem odezwa� si� niepewnie:
- Wan?
- Jasne, �e jestem Wan! Kto inny mia�by tu by�?
- Och... no c�, nie ma tam te� nikogo, kto pasowa�by do opisu twojego ojca. Powiedz jeszcze raz, kogo uratowa�e�?
- Ona twierdzi, �e nazywa si� Gelle-Klara Moynlin. P�e� �e�ska. Niezbyt urodziwa. Ma mo�e ko�o czterdziestki - powiedzia� Wan, nawet na ni� nie patrz�c, bo by zauwa�y�, jak bardzo si� myli�; Klara zesztywnia�a, a potem u�wiadomi�a sobie, �e to, co przesz�a, niew�tpliwie spowodowa�o, �e wygl�da starzej ni� ma rzeczywi�cie lat.
- Moynlin - zaszepta� g�os. - Moynlin... Gelle-Klara, tak, ona bra�a udzia� w tej misji. Tylko wiek si� chyba nie zgadza. - Klara ostro�nie skin�a g�ow�, przez co �omot w jej czaszce zn�w si� rozpocz��, a g�os m�wi� dalej. - Zobaczmy no, tak, nazwisko si� zgadza. Ale ona urodzi�a si� sze��dziesi�t trzy lata temu.
�omot zwi�kszy� t�po i intensywno��. Klara musia�a j�kn��, bo dziewczyna imieniem Dolly wrzasn�a w stron� Wana i zn�w pochyli�a si� nad ni�.
- Wszystko b�dzie dobrze - powiedzia�a - ale ka�� Henrietcie da� ci kolejny zastrzyk usypiaj�cy, dobrze? Poczujesz si� lepiej, jak si� obudzisz.
Klara spojrza�a na ni�, nie rozumiej�c, po czym zamkn�a oczy. Sze��dziesi�t trzy lata temu!
Ile wstrz�s�w mo�e przetrzyma� cz�owiek i nie za�ama� si�? Klara by�a tward� kobiet�; by�a poszukiwaczk� na Gateway, po czterech misjach, a wszystkie one by�y nie�atwe, wszystkie mog�y zapewni� niez�� porcj� koszmar�w. Ale teraz odczuwa�a w g�owie
�omot, gdy tylko pr�bowa�a pomy�le�. Spowolnienie czasu? Czy tak si� okre�la�o to, co si� dzieje we wn�trzu czarnej dziury? Czy to mo�liwe, �e w prawdziwym �wiecie min�o jakie� trzydzie�ci albo czterdzie�ci lat, a ona wirowa�a w najg��bszej studni grawitacyjnej, jaka istnieje?
- A mo�e by� co� zjad�a? - zaproponowa�a Dolly z nadziej�.
Klara potrz�sn�a g�ow�. Wan, przygryzaj�c warg� w z�o�ci uni�s� g�ow� i wrzasn��:
- Zdurnia�a�, dawa� jej jedzenie! Daj jej co� do picia.
Nie by� to taki gatunek cz�owieka, kt�remu chcia�oby si� zrobi� przyjemno�� przyznaj�c mu racj� nawet wtedy, gdy rzeczywi�cie j� mia�; ale odpuszczenie wydawa�o si� dobrym pomys�em. Pozwoli�a, aby Dolly przynios�a jej co�, co wygl�da�o na whiskey bez wody i lodu; zacz�a kaszle� i krztusi� si�, ale alkohol przynajmniej j� rozgrza�.
- Z�otko - spyta�a Dolly z wahaniem - czy jeden z tych facet�w, no wiesz, tych, kt�rzy zgin�li, to by� jaki� tw�j ch�opak?
Klara nie znalaz�a �adnego powodu, by zaprzeczy�.
- Tak, w du�ym stopniu m�j ch�opak. To znaczy, chyba byli�my w sobie zakochani. Ale pok��cili�my si� i rozstali�my, a potem zn�w si� zeszli�my, a potem... a potem Robin by� w jednym statku, a ja by�am w drugim...
- Robbie?
- Nie. Robin. Robin Broadhead. Naprawd� mia� na imi� Robinette, ale by� na tym punkcie troch� przewra�liwiony... Co si� sta�o?
- Robin Broadhead. Och, m�j Bo�e, no tak - powiedzia�a Dolly, wygl�daj�c na zaskoczon� i przej�t�. - Ten milioner!
A Wan spojrza�, po czym podszed� i stan�� obok niej.
- Robin Broadhead, �eby si� upewni�, znam go bardzo dobrze - pochwali� si�.
Klara poczu�a nagle sucho�� w ustach.
- Znasz go?
- No pewnie. Jasne! Znam go od wielu lat. Tak,
oczywi�cie - rzek�, przypominaj�c sobie. - S�ysza�em o jego ucieczce z czarnej dziury, tyle lat temu. Jakie to ciekawe, �e ty te� tam by�a�. Wiesz, robimy razem interesy. Dostaj� od niego i od jego firm prawie dwie si�dme moich obecnych dochod�w, w tym tantiemy, kt�re p�ac� mi firmy jego �ony.
- Jego �ony? - szepn�a Klara.
- Nie s�uchasz? Tak powiedzia�em, tak, jego �ony! A Dolly, nagle zn�w z�agodniawszy, rzek�a:
- Widuj� j� czasem w piezowizji. Na przyk�ad jak wybieraj� do Dziesi�ciu Najlepiej Ubranych Kobiet Roku albo wtedy, jak dosta�a nagrod� Nobla. Jest ca�kiem �adna. Z�otko? Chcesz jeszcze drinka?
Klara skin�a g�ow�, czuj�c, jak b�l w czaszce znowu si� zaczyna, ale zdo�a�a zebra� si� w sobie wystarczaj�co, by powiedzie�:
- Tak, poprosz�. Co najmniej jeszcze jednego.
Przez prawie dwa dni Wan wybra� wariant polegaj�cy na uprzejmym zachowaniu wzgl�dem by�ej przyjaci�ki swojego partnera w interesach. Dolly by�a uprzejma i pr�bowa�a jej pom�c. W ich niewielkim piezowizyjnym archiwum nie by�o zdj�cia S. Ja., ale Dolly wygrzeba�a swoje pacynki, �eby pokaza� Klarze przynajmniej, jak wygl�da�a karykatura Essie, a kiedy Wan, nudz�c si�, za��da�, �eby pokaza�a sw�j program z nocnego klubu, zdo�a�a go jako� sp�awi�. Klara mia�a mn�stwo czasu na przemy�lenia. Cho� w szoku i ranna, nadal umia�a prowadzi� w pami�ci proste obliczenia.
Straci�a ponad trzydzie�ci lat swego �ycia.
Nie, nie swego �ycia; �ycia wszystkich innych. Nie by�a starsza bardziej ni� dzie� albo dwa licz�c od dnia, kiedy dosta�a si� w obszar nagiej osobliwo�ci. Wierzchy jej d�oni by�y podrapane, ale nie by�o na nich starczych plam. G�os mia�a s�aby z b�lu i zm�czenia, ale to nie by� g�os starej kobiety. Nie by�a star� kobiet�. By�a Gelle-Klara Moynlin, w wieku niewiele ponad trzydziestu lat, kt�rej przytrafi�o si� co� okropnego.
Obudziwszy si� na drugi dzie� odczu�a ostry, miejscowy b�l, kt�ry poinformowa� j�, �e ju� nie dostaje
�rodk�w przeciwb�lowych. Pochyla� si� nad ni� kapitan o obrzmia�ej twarzy.
- Otw�rz oczy - warkn��. - Chyba ju� do�� wydobrza�a�, �eby zap�aci� za podr�.
Ale� by� wkurzaj�cym typem! Wszak jednak �y�a, mia�a si� coraz lepiej, i by�a mu winna cho� wdzi�czno��.
- To brzmi do�� rozs�dnie - przyzna�a Klara, siadaj�c na ��ku.
- Rozs�dnie? Ha! To nie ty decydujesz, co jest tu rozs�dne; tylko ja - wyja�ni� Wan. - Na moim statku masz tylko jedno prawo. Mia�a� prawo do ratunku, wi�c ci� uratowa�em; ale teraz wszystkie prawa nale�� do mnie. Zw�aszcza dlatego, �e z twojego powodu musimy teraz wraca� na Gateway.
- Z�otko - wtr�ci�a si� Dolly niepewnie - to nie jest tak ca�kiem prawda. Mamy mn�stwo jedzenia...
- Ale nie takiego, jakbym chcia�, zamknij si�! Wi�c ty, Klara, musisz mi wynagrodzi� ten k�opot. Si�gn�� za sob� r�k�. Dolly natychmiast zrozumia�a, o co mu chodzi; podstawi�a mu pod r�k� talerz �wie�o upieczonych czekoladowych ciasteczek, a Wan wzi�� jedno i zacz�� je je��.
Odra�aj�cy typ! Klara odgarn�a w�osy z oczu, analizuj�c go ch�odno.
- W jaki spos�b mam ci to wynagrodzi�? Tak jak ona?
- No pewnie, �e tak jak ona - odpar� Wan, �uj�c - pomagaj�c jej utrzyma� porz�dek na statku, ale te�... Och! Ho! Cha, cha! To zabawne! - wybuchn��, pluj�c okruchami ciasteczka na Klar�, gdy si� �mia�. - Ty my�lisz, �e ja m�wi� o ��ku! Ale� ty durna, Klara! Nie sypiam z brzydkimi starymi babami.
Klara star�a okruchy z twarzy i si�gn�a po kolejne ciasteczko. - Nie - powiedzia� Wan z powag� - to co� wa�niejszego. Chc� wiedzie� wszystko o czarnych dziurach.
- To wszystko sta�o si� tak szybko - rzek�a Klara ugodowym tonem. - Nie mam wiele do powiedzenia.
- No to powiedz, ile mo�esz! I nie pr�buj k�ama�!
Och, m�j Bo�e, my�la�a Klara, ile jeszcze tego wszystkiego b�d� musia�a znie��? "To wszystko" oznacza�o nie tylko szykany ze strony Wana; oznacza�o tak�e wszystko, co j� spotka w jej na nowo podj�tym i zupe�nie popl�tanym �yciu.
Odpowied� na pytanie "ile jeszcze" brzmia�a: jedena�cie dni. To wystarczaj�co d�ugo, by najgorsze siniaki znik�y z jej ramion i reszty cia�a, wystarczaj�co d�ugo, by pozna� Dolly Walthers i zacz�� jej �a�owa�, wystarczaj�co d�ugo, by pozna� Wana i poczu� do niego wstr�t. Ale nie do�� czasu by wymy�li�, co zrobi� ze swoim �yciem.
Jej �ycie nie mia�o jednak zamiaru czeka�, a� b�dzie na nie gotowa. Gotowa czy nie, statek Wana cumowa� na Gateway. I oto by�a tam.
Ju� same zapachy Gateway by�y inne. Poziom ha�asu te� si� zmieni� - by�o o wiele g�o�niej. Ludzie byli zupe�nie inni. Chyba nie by�o w�r�d nich ani jednej �ywej duszy, kt�r� Klara rozpozna�aby od jej ostatniego pobytu tutaj - trzydzie�ci lat, albo zaledwie trzydzie�ci dni, w zale�no�ci od tego, jakim zegarem si� pos�u�y�. I tak wielu z nich nosi�o mundury.
To by�o dla Klary co� nowego i niezbyt przyjemnego. Za "dawnych czas�w" - bez wzgl�du na to, jak subiektywnie niedawne mia�yby by� te dawne czasy - widzia�o si� jeden, mo�e dwa mundury dziennie, a by�y to g��wnie osoby przebywaj�ce na przepustkach z kr��ownik�w czterech mocarstw rz�dz�cych. Oczywi�cie nigdy nie widzia�o si� nikogo z nich z broni�. Teraz nie mia�o to ju� miejsca. Byli wsz�dzie i byli uzbrojeni.
Odprawa te� si� zmieni�a, jak wszystko. Zawsze by�a uci��liwa. Cz�owiek wraca� na Gateway brudny, wyko�czony i ci�gle wystraszony, bo a� do ostatniej chwili nie by� pewien, czy si� uda, a jeszcze Korporacja Gateway usadza�a go za pomoc� swoich rzeczoznawc�w, zbieraczy danych i ksi�gowych. Co takiego znale�li�cie? Czy jest w tym co� nowego? Ile to jest warte? Zespo�y os�b zajmuj�cych si� odpraw� zajmowa�y si� w�a�nie zadawaniem takich pyta� i od tego, jak wycenili wypraw�
zale�a�o, czy okaza�a si� ona kompletn� pora�k� - czy te�, bardzo, bardzo rzadko - zapewnia�a bajeczne bogactwo. Poszukiwacz z Gateway musia� wykaza� si� umiej�tno�ci� przetrwania, kiedy ju� wpakowa� si� do jednego z tych nieprzewidywalnych statk�w i wyruszy� na Magiczn� Przeja�d�k� Weso�ym Autobusem Tajemnic.
Odprawa zawsze oznacza�a z�e nowiny, ale teraz by�a czym� jeszcze gorszym. Nie by�o ju� zespo�u odpraw sk�adaj�cego si� z pracownik�w Korporacji Gateway. By�y cztery zespo�y odpraw, po jednym z ka�dego mocarstwa. Odpraw� przeniesiono do miejsca, kt�re dawniej by�o g��wnym klubem nocnym i szulerni� na asteroidzie, B��kitnego Piekie�ka i by�y tam cztery ma�e oddzielne pokoiki, ka�dy mia� flag� na drzwiach. Brazylijczycy dorwali Dolly. Chi�ska Republika Ludowa porwa�a na miejscu Wana. Ameryka�scy �andarmi uj�li Klar� pod r�k�, a kiedy porucznik �andarmerii stoj�cy przed rosyjskim pokojem zmarszczy� brwi i poklepa� kolb� swojego ka�acha, Amerykanin cofn�� si� z d�oni� na swoim kolcie.
W�a�ciwie nie mia�o to wi�kszego znaczenia, bo kiedy tylko Klara wyrwa�a si� Amerykanom, wzi�li si� na ni� Brazylijczycy, a kiedy gdzie� ci� uprzejmie zaprasza uzbrojony m�ody �o�nierz, to nie ma wielkiej r�nicy, czy ma przy pasie kolta czy paza.
Mi�dzy Brazylijczykami a Chi�czykami Klara spotka�a Wana, spoconego i w�ciek�ego, kt�ry szed� od Chi�czyk�w do Rosjan i zrozumia�a, �e jest co�, za co powinna by� wdzi�czna. Przes�uchuj�cy byli dla niej nieuprzejmi, aroganccy i niemili, ale Wana potraktowali chyba jeszcze gorzej. Z nieznanych jej powod�w, ka�da jego sesja trwa�a dwukrotnie d�u�ej ni� jej. A ta ju� by�a bardzo d�uga. Ka�dy z kolejnych zespo��w podkre�la�, �e powinna przecie� nie �y�; �e jej konto bankowe od dawna przesz�o na w�asno�� Korporacji Gateway; �e nie nale�y jej si� zap�ata za podr� z Juanem Henriauette Santosem-Schmitzem, gdy� nie by�a to oficjalnie autoryzowana misja Gateway, a je�li chodzi o zap�at� za jej podr� do czarnej dziury, to przecie� nie wr�ci�a tym
statkiem, no nie? U Amerykan�w domaga�a si� przynajmniej premii naukowej - kt� inny by� we wn�trzu czarnej dziury? Powiedzieli jej, �e ta sprawa zostanie rozpatrzona. Brazylijczycy o�wiadczyli, �e to podlega negocjacjom wszystkich czterech mocarstw. Chi�czycy stwierdzili, �e to zale�y od interpretacji kwestii premii wyp�aconej Robinette'owi Broadheadowi, za� Rosjanie w og�le nie byli tym zainteresowani, bo chcieli wiedzie�, czy Wan zdradza� jakie� oznaki sympatii do terroryst�w. Odprawa trwa�a ca�� wieczno��, a potem by�o jeszcze badanie lekarskie, kt�re trwa�o r�wnie d�ugo. Programy diagnostyczne nigdy nie mia�y do czynienia z �yw� istot� ludzk�, kt�ra zosta�a nara�ona na �ciskaj�ce si�y poza granic� Schwarzschilda i nie chcia�y jej pu�ci� dop�ki nie zbadali wszystkich ko�ci i �ci�gien i bez opor�w pocz�stowa�y si� pr�bkami wszystkich p�yn�w jej cia�a. Potem pozwolili jej uda� si� do dzia�u ksi�gowo�ci po wyci�g z konta. By� to ma�y wydruk, na kt�rym by�o napisane tylko:
MOYNLIN, Gelle-Klara
Saldo bie��ce: O
Nale�ne premie: w trakcie rozpatrywania.
Pod biurem ksi�gowo�ci siedzia�a sobie Dolly Walthers, wygl�daj�c na poirytowan� i znudzon�.
- No i jak leci, z�otko? - spyta�a. Klara zrobi�a nieszcz�liw� min�. - Oj, to nie dobrze. Wan ci�gle tam jest - wyja�ni�a - bo trzymaj� go cholernie d�ugo na odprawie. A ja tu siedz� godzinami. Co masz zamiar teraz robi�?
- Nie za bardzo wiem - odpar�a wolno Klara, my�l�c o tym, jak mia�o si� ograniczone mo�liwo�ci na Gateway, kiedy nie mia�o si� pieni�dzy.
- Taa. Ja te�. - Dolly westchn�a. - Z Wanem to nigdy nic nie wiadomo, wiesz. Nie mo�e nigdzie za d�ugo zosta�, bo zaczn� si� dopytywa� o to wszystko, co trzyma na statku, a legalnie to chyba tego nie dosta�. - Prze�kn�a i powiedzia�a szybko: - Uwa�aj, w�a�nie idzie.
Ku zaskoczeniu Klary, Wan rozpromieni� si� na jej widok, gdy podni�s� wzrok znad wydruku, kt�ry studiowa�.
- Ach - powiedzia� - moja droga Gelle-Klaro, przeanalizowa�em twoj� sytuacj� prawn�. Naprawd� bardzo obiecuj�ca, jak s�dz�.
Obiecuj�ca! Spojrza�a na niego z widocznym wstr�tem.
- Je�li chcesz powiedzie�, �e za nast�pne czterdzie�ci osiem godzin wyrzuc� mnie w pr�ni� za niep�acenie rachunk�w, to nie nazwa�abym tej sytuacji obiecuj�c�.
Zerkn�� na ni� i doszed� do wniosku, �e �artuje.
- Ha, ha, to bardzo zabawne. Poniewa� nie jeste� przyzwyczajona do obchodzenia si� z du�ymi sumami pieni�dzy, to pozw�l, �e ci polec� takiego jednego facia od bankowo�ci, kt�ry mnie si� bardzo przyda�...
- Przesta�, Wan. To nie jest �mieszne.
- Oczywi�cie, �e to nie jest �mieszne! - Zawarcza�, jak za dawnych dni, a potem jego wyraz twarzy zmi�k�, zmieniaj�c si� w nieufno��. - Jak to mo�e by�... czy to mo�liwe... czy oni nic ci nie powiedzieli o twoich roszczeniach?
- Jakich roszczeniach?
- Przeciwko Robinettetowi Broadheadowi. M�j misio prawniczy m�wi, �e mo�esz dosta� nawet pi��dziesi�t procent jego maj�tku.
- Bzdura Wan - odpar�a ze z�o�ci�.
- �adna bzdura! Mam �wietny program prawniczy! To jest doktryna ciel�cia chodz�cego za krow�, je�li rozumiesz. Powinna� mie� pe�ny udzia� w po�ytkach tych, kt�rzy prze�yli podczas ostatniej misji; ba, powinna� mie� r�wny udzia� w tym, co on do tego doda�, bo wywodzi si� to z pierwotnego kapita�u.
- Ale... ale... och, to jest g�upie - warkn�a. - Nie mam zamiaru go pozywa�.
- Oczywi�cie, �e masz zamiar go pozwa�! Co jeszcze? Jak inaczej mo�esz odzyska� co twoje? Jejku, pozywam jakie� dwie�cie os�b rocznie, Gelle-Klaro. A tu chodzi o wielk� kwot�. Wiesz, ile wart jest Broadhead netto?
O wiele, wiele wi�cej ni� ja! - A potem z radosn� poufa�o�ci� dobrego znajomego, rozmawiaj�cego z r�wnie maj�tnym kumplem: - Pewnie, mo�esz cierpie� z powodu pewnych niewyg�d, dop�ki sprawa nie zostanie rozpatrzona. Pozw�l, przerzuc� ci na konto ma�� po�yczk� - momencik... - Dokona� niezb�dnych zapis�w na swoim wyci�gu. - No i ju�. Powodzenia!
I oto by�a moja zagubiona mi�o��, Gelle-Klara Moynlin, bardziej zagubiona ni� kiedykolwiek po jej odnalezieniu. Zna�a Gateway doskonale. Ale tej Gateway, kt�r� zna�a, ju� nie by�o. Jej �ycie przeskoczy�o o jeden takt, a wszystko co zna�a, czym si� przejmowa�a albo czym si� interesowa�a zmieni�o si� przez jedn� trzeci� wieku, a ona, jak zaczarowana kr�lewna w lesie, przespa�a ca�y ten czas.
- Powodzenia - powiedzia� Wan, ale jak mog�o si� powodzi� �pi�cej kr�lewnie, skoro jej ksi��� po�lubi� inn�? - Ma�a po�yczka - powiedzia� Wan i teraz okaza�o si�, co to oznacza. Dziesi�� tysi�cy dolar�w. Do��, �eby przez par� dni mog�a zap�aci� rachunki - a co potem?
By�a jeszcze, pomy�la�a Klara, przyjemno�� p�yn�ca z odkrycia paru fakt�w, za kt�rymi zabijali si� ludzie. Znalaz�a zatem jaki� pok�j, kupi�a co� do jedzenia i ruszy�a do biblioteki. Nie by�o ju� tam szpul z ta�mami magnetycznymi. Teraz wszystko by�o zapisywane na czym� w rodzaju drugiej generacji modlitewnych wachlarzy Heech�w (wachlarze modlitewne! wi�c do tego s�u�y�y!) i musia�a zatrudni� instruktora, kt�ry nauczy� j� pos�ugiwa� si� nimi. (Us�ugi biblioteczne po 125 USD/h, 62,50 USD, g�osi�a pozycja na jej wyci�gu bankowym). Czy by�o warto?
By�a niemile zaskoczona, �e niezupe�nie. Znaleziono odpowiedzi na tak wiele pyta�! I, co dziwne, tak ma�o rado�ci dawa�y te odpowiedzi.
Gdy Klara by�a poszukiwaczk� na Gateway jak wszyscy inni, te pytania by�y dos�ownie spraw� �ycia lub �mierci. Co oznacza�y symbole na tablicach steruj�cych statk�w Heech�w? Jakie ustawienia oznacza�y �mier�? Jakie nagrod�? A teraz by�y ju� odpowiedzi, by� mo�e nie na
wszystkie pytania, przede wszystkim nadal nie by�o odpowiedzi na budz�ce dreszcz pytanie, kim byli Heechowie. Ale pojawi�y si� tysi�ce tysi�cy odpowiedzi, tak�e na pytania, kt�rych nikt nie potrafi� jeszcze zada� trzydzie�ci lat temu.
Ale odpowiedzi da�y jej niewielk� przyjemno��. Pytania trac� swe znaczenie, kiedy wiesz, �e odpowiedzi mo�na znale�� w ksi��ce.
Jedn� z grup pyta�, kt�re nadal wzbudza�y jej zainteresowanie, by�y, o ile wiem, pytania zwi�zane ze mn�. Robinette Broadhead? Och, pewnie. W bazie danych by�o o nim mn�stwo informacji. Tak, by� �onaty. Tak, ci�gle jeszcze �y�, a nawet mia� si� dobrze. Co niewybaczalne, wykazywa� wszelkie oznaki bycia szcz�liwym. I, co r�wnie z�e, by� stary. Nie by� zasuszonym trz�s�cym si� staruszkiem, jasne, na g�owie mia� wszystkie w�osy, a na jego twarzy nie by�o zmarszczek, ale to tylko dzi�ki Pe�nemu Serwisowi Medycznemu, niezawodnemu dostawcy zdrowia i m�odo�ci dla tych, kt�rych by�o na to sta�. Robinette'a Broadheada rzecz jasna by�o sta� na wszystko. Ale i tak by� starszy. Jego szyja wygl�da�a na do�� grub�, a pewny u�miech, kt�ry wyziera� z piezowizyjnego obrazu nie nale�a� do tego wystraszonego, pomieszanego cz�owieka, kt�ry z�ama� jej z�b i przysi�g�, �e b�dzie j� zawsze kocha�. Teraz Klara mia�a wi�c lepsze poj�cie na temat okre�lenia: "zawsze". Oznacza�o ono okres znacz�co kr�tszy ni� trzydzie�ci lat. Znalaz�szy sobie w bibliotece wystarczaj�co du�o powod�w do zmartwie�, zacz�a w��czy� si� po Gateway �eby zobaczy�, co si� zmieni�o. Asteroid sta� si� bardziej bezosobowy i bardziej cywilizowany. Na Gateway by�o teraz mn�stwo przedsi�wzi�� o charakterze komercyjnym. Klub, bar szybkiej obs�ugi, stereokino, fitness klub, �adne nowe pensjonaty dla turyst�w, b�yszcz�ce sklepy z pami�tkami. Jedyn� rzecz�, jaka wszak przyci�gn�a jej uwag�, by�o kasyno po�o�one na osi, nast�pca B��kitnego Piekie�ka; ale nie mog�a sobie pozwoli� na takie luksusy.
Nie zna�em Gelle-Klary Moynlin w czasach jej romantycznego zwi�zku z Robinem. �ci�le rzecz bior�c, nie zna�em wtedy r�wnie� Robina, kt�ry by� zbyt biedny, by pozwoli� sobie na tak zaawansowany system do wyszukiwania danych, jak ja. Cho� nie mog� do�wiadczy� fizycznej odwagi (gdy� nie potrafi� nawet doznawa� fizycznego strachu), oceniam ich odwag� bardzo wysoko. A ich niewiedz� prawie tak samo. Nie wiedzieli, jak si� steruje nad�wietlnymi statkami, kt�rymi podr�owali. Nie wiedzieli, jak dzia�a nawigacja, ani co robi� przyrz�dy steruj�ce. Nie wiedzieli, jak odczyta� mapy Heech�w, zreszt� nie mieli ani jednej, �eby j� odczyta�, bo znaleziono je kolejne dziesi�� lat po tym, jak Klara zosta�a wci�gni�ta w g��b czarnej dziury. Zadziwia mnie, jak wiele inteligencja mi�sna potrafi osi�gn�� maj�c tak niewiele informacji.
Tak naprawd� na nic nie mog�a sobie pozwoli� i by�a za�amana. Czasopisma dla pa� z lat jej m�odo�ci podawa�y wiele �miesznych sposob�w na walk� z depresj� - kt�r� okre�la�y jako chandr�. Wyczy�� zlewozmywak. Zadzwo� do kogo�. Umyj w�osy. Ale Klara nie mia�a zlewu, a do kog� mia�a dzwoni� na Gateway? Kiedy ju� po raz trzeci umy�a w�osy, zacz�a zn�w my�le� o B��kitnym Piekie�ku. Par� ma�ych zak�ad�w, zdecydowa�a, nie poczyni szk�d w jej bud�ecie, nawet jak przegra - to b�dzie co najwy�ej oznacza�o rezygnacj� z paru luksus�w przez chwil�...
Po jedenastu rundach ruletki by�a bez grosza.
Grupa gabo�skich turyst�w w�a�nie wychodzi�a, chichocz�c i potykaj�c si�, a tu� za nimi, przy kr�tkim, w�skim barze, Klara ujrza�a Dolly. Podesz�a do niej spokojnie i poprosi�a:
- Postawisz mi drinka?
- No dobra - odpar�a Dolly bez entuzjazmu, skin�wszy na barmana.
- A po�yczysz mi troch� pieni�dzy? Dolly za�mia�a si� z zaskoczeniem.
- Przegra�a� w kasynie, prawda? Och, to trafi�a� pod z�y adres. Nie siedzia�abym tu i nie pi�abym drink�w, gdyby tury�ci nie rzucili mi paru groszy na szcz�cie. Kiedy drink si� pojawi�, Dolly podzieli�a le��cy przed ni� stosik monet i po�o�y�a cz�� przed Klar�. - Mo�esz zn�w pr�bowa� u Wana - zaproponowa�a - ale wiesz, on nie jest teraz w dobrym nastroju.
- To �adna sensacja - odpar�a Klara, maj�c nadziej�, �e whiskey poprawi jej nastr�j. Tak si� wszak nie sta�o.
- Och, ale jest gorzej ni� zwykle. On si� chyba wpakowa� w niez�e tarapaty. - Zakrztusi�a si� i zrobi�a zaskoczon� min�.
- Co si� sta�o? - spyta�a z niech�ci� Klara. Wiedzia�a doskonale, �e jak ju� zapyta, to dziewczyna jej powie, ale by� to, jak s�dzi�a, pewien spos�b rewan�u za t� gar�� drobnych.
- Wcze�niej czy p�niej nadziejemy si� na niego - odpar�a Dolly, przypinaj�c si� zn�w do butelki. - On jest takim palantem! Przylatywa� tu, skoro m�g� podrzuci� ci� gdziekolwiek, ale on musi zje�� ciastko i mie� ciastko.
- E, wol� by� tu ni� gdzie� indziej - stwierdzi�a Klara, zastanawiaj�c si�, czy to rzeczywi�cie prawda.
- Nie b�d� g�upia. On nie zrobi� tego dla ciebie. Zrobi� to, bo mu si� wydaje, �e wszystko i wsz�dzie ujdzie mu na sucho. Bo jest palantem. - Rzuci�a ponure spojrzenie w kierunku butelki. - Nawet w ��ku zachowuje si� jak palant. Palanciarsko, rozumiesz, co mam na my�li? Nawet pieprzy jak palant. Podchodzi do mnie z takim wyrazem twarzy, jakby sobie pr�bowa� przypomnie� kombinacj� szyfru do szafki z jedzeniem, wiesz? A potem �ci�ga ze mnie ubranie, zaczyna, wsadza, wyjmuje, wprawo, w lewo. Chyba powinnam mu napisa� instrukcj� obs�ugi. Palant.
Na ile drink�w starczy�a kupka drobnych, Klara nie pami�ta�a - tak czy inaczej, par� by�o. Troch� p�niej Dolly przypomnia�a sobie, �e mia�a kupi� mieszank� ciasteczek i czekoladki z likierem. A potem Klara,
przechadzaj�c si� samotnie, uprzytomni�a sobie, �e jest g�odna. U�wiadomi� jej to zapach jedzenia. Ci�gle mia�a w kieszeni jakie� drobne od Dolly. Nie by�o tego do�� du�o na przyzwoity posi�ek i sensownym posuni�ciem by�by raczej powr�t do jej sypialenki i zjedzenie czego� gotowego, ale jaki� sens mia�o teraz sensowne zachowanie? I ten zapach by� tak blisko. Przesz�a przez co� w rodzaju �uk�w z metalu Heech�w, losowo rozmieszczonych i usiad�a najbli�ej ja si� da�o �ciany. Podnios�a palcem g�rn� cz�� kanapki, �eby zobaczy� co je; pewnie syntetyczne, ale nie by� to �aden produkt kopalni �ywno�ci ani farm morskich, jakich przedtem skosztowa�a. Niez�e. Nie bardzo z�e, cho� nie przychodzi�a jej do g�owy �adna z potraw, by m�c powiedzie�, �e smakuje naprawd� dobrze. Jad�a powoli, badaj�c ka�dy kawa�ek, nie dlatego, �e jedzenie by�oby tego warte, ale po to, �eby odsun�� od siebie nast�pn� rzecz, jak� b�dzie musia�a zrobi�, czyli zastanowi� si�, co zrobi� z reszt� swego �ycia.
Nagle zauwa�y�a zamieszanie. Praktykantka zamiata�a pod�og� dwa razy ch�tniej ni� przedtem, z ka�dym ruchem miot�y ogl�daj�c si� przez rami�; obs�uga zza lady sta�a bardziej prosto, m�wi�a wyra�niej. Kto� wszed�.
By�a to kobieta, wysoka, niem�oda ale �adna. D�ugie warkocze ciemnoz�otych w�os�w opada�y jej na plecy, konwersowa�a sympatycznie, ale z wy�szo�ci�, zar�wno z pracownikami, jak i klientami, w mi�dzyczasie pocieraj�c palcem spody p�ek w poszukiwaniu brudu, kosztuj�c grzanki, by sprawdzi� ich chrupko��, sprawdzaj�c czy pojemniki na serwetki s� pe�ne, poprawiaj�c wi�zanie fartuszka praktykantki.
Klara popatrzy�a na ni� i nagle j� rozpozna�a, a uczucie to przypomina�o raczej strach. Ona! To ona! Kobieta, kt�rej wizerunek widzia�a tyle razy w serwisach informacyjnych, jakich dostarczy�a jej biblioteka przy pytaniu o Robinette Broadheada. S. Ja. Laworowna-Broadhead otwiera 54 nowe plac�wki BIG CHON w Zatoce Perskiej. S. Ja. Laworowna-Broadhead matk�
chrzestn� przebudowanego mi�dzygwiezdnego transportowca. S. Ja. Laworowna-Broadhead kieruje programowaniem rozbudowanej sieci baz danych.
Cho� kanapka by�a ostatnim k�sem jedzenia, na jaki mog�a sobie pozwoli�, Klara nie by�a w stanie zmusi� si� do sko�czenia jej. Potoczy�a si� w stron� drzwi, odwracaj�c wzrok, rzuci�a talerz do pojemnika na �mieci i wysz�a.
By�o tylko jedno miejsce, do kt�rego mog�a si� uda�. Kiedy zobaczy�a osamotnionego Wana, uzna�a, �e jest to bezpo�redni komunikat od przeznaczenia, �e powzi�a w�a�ciw� decyzj�.
- Gdzie Dolly? - zapyta�a.
Le�a� w hamaku prze�uwaj�c ponuro �wie�� papaj� - kupion� za tak potworne pieni�dze, �e dla Klary wr�cz niewyobra�alne.
- Tak, pewnie, sam chcia�bym wiedzie� gdzie! - odpar�. - Policz� si� z ni� jak wr�ci, o, tak!
- Przegra�am wszystkie pieni�dze - powiedzia�a mu. Wzruszy� ramionami z pogard�.
- A poza tym - sk�ama�a, wymy�laj�c historyjk� na poczekaniu - przysz�am ci powiedzie�, �e ty te� przegra�e�. Maj� zamiar skonfiskowa� ci statek.
- Skonfiskowa�! - zapiszcza�. - Bestie! Dranie! Och, niech ja tylko dorw� Dolly, to zobaczy, musia�a im powiedzie� o moim specjalnym wyposa�eniu!
- Albo sam to zrobi�e� - przerwa�a mu Klara brutalnie - bo nie umiesz opanowa� trzepania ozorem na prawo i lewo. Teraz masz tylko jedn� szans�.
- Jedn� szans�?
- Mo�e jedn� szans�, je�li masz w sobie do�� sprytu i odwagi.
- Do�� sprytu! Do�� odwagi! Ty si� chyba zapominasz, Klara! Zapominasz, �e przez pierwsze p� mojego �ycia by�em zupe�nie sam...!
- Nie, nie zapominam niczego - odpar�a ze znu�eniem - bo na to by� mi nie pozwoli�. Liczy si� tylko to, co zrobisz teraz. Spakowany jeste�, zapasy na pok�adzie?
- Zapasy? Nie, oczywi�cie, �e nie. Nie powiedzia�em ci? Lody, tak, baloniki, tak, ale moja mieszanka ciasteczek i czekoladki...
- Pieprzy� czekoladki - przerwa�a mu Klara. - I pieprzy� Dolly, bo jej tu nie ma jak jest potrzebna. Je�li chcesz zachowa� sw�j statek, musisz wystartowa� natychmiast.
- Natychmiast? Sam? Bez Dolly?
- Z namiastk� - rzek�a twardo Klara. - Kuchnia, ��ko, kto�, na kim mo�na si� wy�y� - jestem do dyspozycji. I co� potrafi�. Mo�e nie umiem tak dobrze gotowa� jak Dolly, ale w ��ku jestem lepsza. Czy te� bywam tam cz�ciej. I nie ma czasu na zastanawianie si� na tym.
Przez chwil� patrzy� na ni� z nisko opad�� szcz�k�. Potem u�miechn�� si�.
- Bierz si� za te skrzynki na pod�odze - zarz�dzi� - i t� paczk� pod hamakiem. I za...
- Czekaj chwil� - zaprotestowa�a. - Jest jaka� granica ile mog� unie��, wiesz.
- Je�li chodzi o twoje granice - rzek� - to mo�esz by� pewna, �e w swoim czasie je odkryjemy. A teraz nie wolno ci si� sprzeciwia�. Po prostu �ap si� za t� siatk�, napchaj j� i idziemy, a kiedy b�dziesz to robi�, opowiem ci o historyjce, jak� dawno, dawno temu us�ysza�em od Zmar�ych. Byli sobie dwaj poszukiwacze, kt�rzy odkryli wielki skarb we wn�trzu czarnej dziury i nie mogli wpa�� na to, jak go wydoby�. W ko�cu jeden m�wi: - Ach, ju� wiem. Przynios�em ze sob� mojego kotka. Przywi��emy go do skarbu, a kotek go wyci�gnie. A drugi poszukiwacz rzek�: - Ech, jakim ty jeste� g�upcem! Jak taki ma�y kotek mo�e wyci�gn�� skarb z czarnej dziury? A pierwszy poszukiwacz odpowiedzia�: - Nie, to ty jeste� g�upcem. To b�dzie �atwe, bo widzisz, ja mam bat.